Dlaczego czasem bywa tak trudno, czyli wpis o tym jak sobie radzę z chaosem, który sam tworzę


Znowu to robię. 

Po raz kolejny zmieniam stronę, po raz kolejny zakładam bloga. I po raz kolejny obiecuję sobie "no teraz to ja już będę publikować systematycznie" :) jak widać - póki co moje "systematycznie" to pasmo niepowodzeń, rozczarować i wewnętrznego głosu mówiącego: "Adam, Ty patałachu, Ty paskudny łotrze, łajdaku leniwy Ty - po co sobie obiecujesz jak i tak wiesz, że się nie uda"...


Zacząłem się zastanawiać, czemu mi jest tak trudno. Mam kilka pomysłów. 


1. Pierwszy - najbardziej oczywisty. Jestem obrzydliwym leniem. A ładniej - oszczędnie gospodaruję swoją energią ;) Oj tak. Lubię odkładać na potem, pewnie miałbym niezłe szanse w mistrzostwach prokrastynatorów. 

2. Mam nieprawidłowe nawyki lub brakuje mi tych dobrych. Bo techniki to ja znam. Ileż to razy wertowałem stronice, zaznaczałem najważniejsze mądrości, planowałem wdrożenie opisanych strategii a nawet spałem na książkach "Getting Things Done", wielu tomiszczach mistrza Coveya, czy też na nowszych produkcjach jak "Rework","Die Empty" czy "Filozofia Hustle". Tak, z pewnością nawyki są winne. A przynajmniej działają wspólnie i w porozumieniu z lenistwem. I z całym mną, bo...

3. Jest trzeci powód - jeszcze lepszy - taki już jestem. W badaniu FRIS® (jak nie znasz to poszukaj  - google prawdę Ci powie) jestem wizjonerem. Więc wolno mi więc zmieniać zdanie, mogę być niesystematyczny i nie ma co wymagać ode mnie trzymania się harmonogramu. Wolno mi się nudzić powtarzalnymi czynnościami, mogę mieć mdłości na myśl o procedurach, czasem zwymiotować na tabelki. 


I pewnie jakbym tak poszukał to jeszcze kilka innych przyczyn bym znalazł. Ale po pierwsze - nie chce mi się, a po...trzecie - już mi się znudziło szukanie przyczyn. Z drugiej strony - od ponad 6 lat pracuję prowadząc własną działalność. Łączę prowadzenie własnych szkoleń ze zleceniami od moich stałych klientów i partnerów. Przy okazji udaje mi się wychowywać syna, czasem wyjść do ludzi. Mam czas na czytanie książek, uprawianie sportu. Prawie codziennie gram na gitarze lub pianinie. I żyję, nie ogłosiłem upadłości. Jakim cudem?

Jak żyć?

Przez kilka ostatnich lat (nie...nie przez osiem ostatnich lat...) wypracowałem sobie system, który pozwala mi minimalizować skutki tych trzech, co to ich tam na górze opisałem. Jeśli więc i w Twoim życiu czasem panuje chaos lub chcesz je nieco bardziej uporządkować, to sprawdź - a nuż jakieś narzędzia/wskazówki będą Ci pomocą:


1. Zapisywanie zadań. Bez tego bym biznesowo umarł. Jakby się dało, to bym cały ten punkt pogrubił. Poolbrzymił. Nie ufam swojej głowie. Moim zadaniowym dopalaczem jest aplikacja Todoist. Dlaczego Todoist a nie Nozbe, Wunderlist, Any.do albo jeszcze coś innego? Bo tak. Bo zacząłem z niej korzystać i tak zostało. Bo lubię jej prostotę i kolory. Podoba mi się, że synchronizuje mi się z kalendarzem. Równie dobrze to mogą być kolorowe karteczki albo notes. Po prostu to rób. Zapisuj zadania. Od tego zacznij. Na początku - olej zapisywanie priorytetów, jakieś zabawy w kolory, etykiety, hasztagi. Po prostu zapisuj zadania. Potem będziesz się w tym tuningować. 


2. Korzystanie z chmur. A co jeszcze ważniejsze - posprzątanie tam raz na jakiś czas. Korzystam z dwóch miejsc. Dysku Google i Dropboxa. Na Dysku Google trzymam materiały szkoleniowe, oferty wysyłane do klientów, książki. Tak, wiem że spece z FBI całymi dniami to przeglądają,  kradnąc moją bezcenną skarbnicę wiedzy. No trudno, niech czytają. Dropbox służy mi jako miejsce, gdzie robię kopię zapasowe. Już przerabiałem utratę danych z dysku. Dzięki usłudze Dropbox mniej się tego obawiam. Właściwie nie myślę o tym. Tak przy okazji i w nawiązaniu do kolejnego punktu - warto raz na miesiąc porządnie posprzątać te miejsca


3. Cykliczne sprzątanie komputera. I nie tylko. Po prostu to zrób. Usuwaj zdublowane pliki. Kasuj niepotrzebne. Usuń zawartość kosza. Opróżnij folder "pobrane", tam często jest plików, że ho ho. 


4. Naprawdę zaczynaj od najważniejszego. Zanim zaczniesz przeglądać wiadomości. Zanim sprawdzisz co na tvn24, Pudelku,  Facebooku, LinkedInie, Instagramie. Otwórz listę zadań. Sprawdź co powinieneś zrobić teraz. I zrób to. To naprawdę działa. I jest okropnie trudne. 


5.  Naprawdę czasem włącz pauzę. Wiesz, czytałem taką książkę "Narzędzia tytanów". Tam są wywiady z wielkimi tego świata. Okazało się, że zdecydowana większość osób, które osiągnęła (różnie rozumiany) sukces...medytuje lub korzysta z innej formy pracy z uważnością. Zrób to. Znajdź sobie w ciągu dnia pięć minut. Chociaż dwie. I zatrzymaj się. Nie patrz w ekran komputera. Zostaw telefon. Wyłącz muzykę. Wyjdź na chwilę na dwór. Bądź sam. Ja zamykam oczy. Słucham ciszy. Oddycham (wcześniej też oddychałem, ale przez ten czas skupiam się na moim oddechu). Jak już się naoddycham, najoguję, czasem porozciągam, to wracam do pracy. I zaczynam od przeglądu - tego co teraz robię, co jeszcze mam dziś zrobić. I czy czasem nie robię czegoś, czego nie powinienem. Czy nie uciekam od ważnego zadania. I to też jest trudne. I to działa. 



Ehhh..tak czytam ten wpis i aż mi się chcę dodać coś motywującego. Coś na zasadzie "myśl pozytywnie, a z pewnością będzie dobrze". Nie to, żebym nie doceniał mocy pozytywnego myślenia. Prawda jest taka, że oprócz myślenia - żeby opanować chaos potrzebna jest praca. To działa. Naprawdę. Sprawdź. A jak potestujesz - daj znać co u Ciebie się sprawdziło. Chętnie się od Ciebie czegoś nauczę. 


Powodzenia