Co mam ze sobą zrobić po szkole trenerów?

Miałem ostatnio okazję uczestniczyć w szkoleniu zamykającym kolejną edycję Szkoły Trenerów Biznesu. Nie był to spektakularny udział – zostałem poproszony o wykonanie zdjęć na koniec drugiego dnia – sam prowadziłem zupełnie inne szkolenie na sali obok.

Miałem – mimo swojego skromnego udziału – możliwość popatrzeć jak inni doświadczają tego, co sam czułem kilka lat temu. To dziwna mieszanina emocji – radości, dumy, trochę smutku i żalu. Poczucia, że zaczyna się coś nowego…

I tak sobie przypominałem – emocje i plany jakie pojawiały mi się w głowie, gdy sam doświadczałem ostatniej fazy procesu grupowego. I to spowodowało, że wróciłem do pytania:

Co mam ze sobą zrobić po szkole trenerów?

 

Po pierwsze i oczywiste – możesz nie robić nic. Szkoła trenerów to przygoda sama w sobie. I może pozostać tylko przygodą.

 

Po drugie – możesz się rozwijać jako trener. Praca w roli trenera wewnętrznego zdecydowanie ułatwia to zadanie. To co zmienia się po ukończeniu szkoły, to z pewnością większa świadomość tego, co jako trener robię dobrze, a nad czym mam jeszcze pracować. Ja zacząłem brać pod uwagę proces grupowy zarówno podczas projektowania jak i podczas prowadzenia szkoleń. Częściej sięgałem po metody aktywnego uczenia, zacząłem korzystać z gier. Uruchomiła się także u mnie szeroko rozumiana ciekawość – od podstaw psychologii przez coaching po zakładanie własnej działalności.

 

Po trzecie – można wpłynąć na ocean rynku szkoleń. I jeśli jesteś przekonany, że wiesz jak, wiesz co i wiesz dla kogo chcesz pracować – cóż… oddaj cumę i płyń.

 

I po czwarte wreszcie – i z pewnością nie po ostatnie. Ale to mój wybór, więc w tym tekście – po ostatnie. Możesz zacząć przygotowywać się do rejsu na ocean freelancerstwa… pomału… bez rewolucjonizowania swojego życia.

 

Od czego zatem możesz zacząć?

  1. Dalej się ucz. Szukaj tego, co w rozwijaniu innych Cię pociąga. Mnie wciągnął coaching. Naturalnym wyborem stała się więc Szkoła Coachów. Wciągnęły mnie też książki. I po latach mogę postawić tezę: w tej branży nauki nigdy dość.
  2. Jeśli nie masz specjalizacji, sprawdzaj się w różnych obszarach. Jeszcze w trakcie pracy na etacie podejmowałem się różnych szkoleń. Często sam uczyłem się nowości przygotowując się do nich. Dziś z jednej strony mam gotowość się przyznać – część z tych szkoleń nie była dobra. Bez nich jednak nie mógłbym się rozwijać. Miejscami, gdzie warto na początku trenerskiej drogi zgłosić się z propozycją szkoleń, są biura karier i stowarzyszenia studenckie. Często współpracowałem z różnymi uczelniami. I często przeradzało się to w komercyjne, płatne zlecenia. Czasem też byłem zapraszamy do wystąpień w konferencjach na uczelniach. Drugi wniosek – eksperymentuj i szukaj.
  3. Mów ludziom czym się zajmujesz. Sprawdź – co ciekawego dzieje się w Twoim mieście i zacznij się tam pojawiać. Pamiętam moje pierwsze „rozwojowe” spotkania z trenerami, coachami, przedsiębiorcami. Część z tych relacji trwa do dziś. Przy okazji mogłem uczyć się od innych, inspirować się, patrzeć na sukcesy i porażki innych. I wyciągać wnioski. Trzeci wniosek – spotykaj się z ludźmi z „branży”.
  4. To może brzmieć dziwnie, ale czwarta rada brzmi: nie zgub się. Pamiętaj, że prowadzenie szkoleń to pasjonujące zajęcie, może sprawiać mnóstwo radości i przyjemności. A jedną z wielu stron tego medalu jest odpowiedzialność. Dbaj więc, aby każde Twoje szkolenie było tak dobre, jakby było Twoim najważniejszym szkoleniem. Pamiętaj, że jest to zawód wymagający pokory, etyki i dbałości o niezliczoną ilość zmiennych, a przede wszystkim pamiętaj, że na szkoleniu to uczestnicy są najważniejsi. Ostatnio słyszałem, że jak trener jedzie na rowerze w nocy, to łatwo o wypadek, bo ma światełko ustawione na siebie. Ty świeć na innych